Bronienie oskarżonego o molestowanie dzieci jest w Ameryce niezwykle trudne. Słucha cię 12 ludzi. Jeśli wierzą, że człowiek, którego bronisz, jest winny, nienawidzą cię za to, że go bronisz - mówi ANDREW PIEKALKIEWICZ adwokat z Houston, w rozmowie z Marcinem Fabjańskim
Marcin Fabjański: Co może jeszcze zrobić Rafał Pietrzak, bohater mojego reportażu?
Andrew Piekalkiewicz: Czas, w którym mógł starać się o apelację, minął. W USA zasada mówiąca o tym, że prawnik musi złożyć wniosek o apelację w określonym czasie, jest ściśle przestrzegana. Szanse pana Pietrzaka na kolejną apelację są niewielkie. Jedyną podstawą jej złożenia jest to, że poprzednią szansę utracił z winy swojego prawnika. Może użyć argumentu, że pozbawiono go prawa do skutecznej obrony. To jedyna ścieżka.
Co ma zrobić, dysponując tym argumentem? Napisać prośbę o kolejną apelację?
- Przede wszystkim musi znaleźć dobrego prawnika. Nie może reprezentować sam siebie, bo nie będzie miał szans. Wprawdzie ludzie oskarżeni o przestępstwa kryminalne mają w USA większe szanse na obronę niż gdziekolwiek indziej na świecie, ale możliwość wykorzystania tych szans zależy w dużej mierze od tego, na jakiego adwokata ich stać. W Teksasie dodatkowo sprawę komplikuje to, że adwokaci z urzędu nie zawsze bronią swoich klientów z zaangażowaniem, bo ich kariera zależy od sędziów, którzy zlecają im kolejne sprawy. Dlatego adwokaci mają konflikt interesów. Szanse Rafała Pietrzaka na apelację zależą od tego, jak dużo może zapłacić za adwokata, który specjalizuje się w apelacjach.
A szanse na deportację?
- Nie ma ich w ogóle. Żaden teksański prokurator nie zgodzi się na deportację skazanego za "brutalny napad seksualny na dziecko". Jeśli polski konsulat chce pomóc Pietrzakowi, powinien pomóc znaleźć pieniądze na świetnego prawnika.
Ile trzeba mieć tych pieniędzy?
- Dokładnie nie wiem.
Ile Pan by wziął?
- Nie zajmuję się apelacjami. Firma, w której pracowałem, za taki przypadek wzięłaby około 20 tys. dolarów. Niezłego adwokata do przygotowania apelacji można wynająć trochę taniej.
Czy ten adwokat mógłby oprzeć apelację na antypolskich uwagach, jakie - tak mówią przyjaciele Rafała, którzy byli na wszystkich rozprawach - wypowiadała podczas procesu prokurator?
- Obraźliwe uwagi dotyczące Polaków, Latynosów, czarnoskórych czy jakiejkolwiek innej mniejszości to bardzo dobra podstawa do apelacji. Nie chcę kwestionować wypowiedzi bohaterów reportażu, ale wydają mi się one nieprawdopodobne. Można by je wykorzystać, gdyby pojawiły się w protokole rozprawy.
Ale tam ich nie ma. Świadkowie procesu, z którymi rozmawiałem, twierdzą, że były wykreślane na prośbę adwokata.
- W takim razie trudno byłoby udowodnić, że w ogóle miały miejsce. Rafał Pietrzak zawsze jednak może powołać się na nieskuteczną obronę, ale to wcale nie musi zadziałać. W USA prawie wszyscy próbują wykorzystać tę możliwość. Sądy apelacyjne przede wszystkim mają do czynienia z takimi apelacjami i często je odrzucają. Ostatnio słyszałem o przypadku, w którym stanowy kryminalny sąd apelacyjny nie uznał argumentu, że oskarżony nie miał skutecznego obrońcy, chociaż jego prawnik kilka razy przysnął w sądzie w trakcie rozprawy! Potem federalny sąd apelacyjny zmienił decyzję sądu stanowego. Ta historia pokazuje jednak, jak trudno przekonać sąd, że obrona była nieskuteczna.
A czy to, że adwokat Rafała bał się zmusić do przyjścia do sądu kluczowego świadka, może być podstawą do apelacji?
- Po każdym procesie pojawiają się opinie dotyczące tego, czego nie zrobił prawnik z urzędu, chociaż powinien, albo co zrobił, chociaż nie powinien. W kręgach prawniczych nazywamy to "poranną poniedziałkową kłótnią o to, co się nie stało". To wyrażenie dotyczyło kiedyś meczów futbolu amerykańskiego, ale przyjęło się w świecie prawniczym. W poniedziałek wszyscy kłócą się o to, jak powinni byli zagrać zawodnicy w niedzielnym meczu.
Czy ujawnienie w sali sądowej przez prokurator, że Pietrzak jest nielegalnym emigrantem, jest podstawą do powtórzenia procesu?
- Tak. Ale jeśli słów prokurator nie ma w protokole rozprawy, to świadkowie musieliby przekonać sąd, że je wypowiedziała. Nie wiadomo, czyby im się to udało.
A czy jest podstawą do apelacji to, że ławnicy, nie mogąc się dogadać, wyciągnęli średnią ze swoich propozycji wysokości wyroku?
- Tak. To z całą pewnością jest podstawą do apelacji. Ławnicy nie mogą podejmować decyzji na podstawie loterii albo przypadku. Sędzia mówi o tym w zamykającej mowie. Ale znowu wpadamy w pułapkę procedury apelacyjnej. Według niej trudno jest uzyskać unieważnienie wyroku na podstawie błędów ławników.
A gdyby adwokat Pietrzaka miał dwóch świadków, którzy potwierdzą przed sądem, że w taki sposób ławnicy ustalili wyrok?
- To byłby naprawdę solidny argument, żeby przeprowadzić apelację. Chcę tylko zwrócić uwagę, że deportacja i apelacja to osobne procedury. O pierwszej decyduje prokurator i urząd imigracyjny, o drugiej sąd apelacyjny. Można o nie występować jednocześnie, te procedury wzajemnie się nie wykluczają.
Rafał Pietrzak został oskarżony i skazany za przestępstwo pierwszego stopnia na podstawie paragrafu 22.021 kodeksu karnego Teksasu, który mówi, że "osoba popełnia przestępstwo, jeśli intencjonalnie lub świadomie powoduje penetrację odbytu lub żeńskich organów seksualnych dziecka w jakikolwiek sposób". Co to znaczy "intencjonalnie" i "świadomie"?
- Prawo amerykańskie rozróżnia cztery stany umysłu, które mogą mieć miejsce w czasie popełniania przestępstwa: intencjonalny, świadomy, nieumyślny (to można porónać do winy umyślnej, zamiaru ewentualnego i winy nieumyślnej, które funkcjonują w polskim pra-wie) i wynikły z zaniedbania. Przestępca działa intencjonalnie, jeśli ma na celu spowodowanie przestępstwa albo jego skutku, jeśli chce to zrobić. Natomiast działa świadomie wtedy, gdy zdaje sobie sprawę z tego, co robi, i wie, co tym spowoduje.
Poważne przestępstwo - pierwszego lub drugiego stopnia - ma miejsce, jeśli ktoś działa intencjonalnie lub świadomie. W tym przypadku pan Pietrzak popełnił takie przestępstwo, bo nie włożył palca w pochwę Doris przez przypadek ani przez nieuwagę.
Nawet jeśli chciał ją po prostu umyć?
- Nawet wtedy. To było intencjonalne i świadome działanie. Obrona przed oskarżeniem z paragrafu, na podstawie którego skazano pana Pietrzaka, mogłaby być tylko taka, że myjąc dziewczynkę, włożył jej palec przez przypadek. Prokurator musiał tylko udowodnić, że Pietrzak zrobił to świadomie, a nie to, że miał seksualne intencje. Tak stanowi prawo. Ale w praktyce ławnicy muszą uwierzyć, że oskarżony jest przestępcą seksualnym, żeby go skazać. Tak chyba było w tym przypadku.
Uwierzyli pani prokurator, ale prawdopodobnie byli pod wpływem artykułu, który opisywał ją jako bohaterkę. Czy Pana zdaniem podstawą do apelacji może być artykuł w lokalnej gazecie, wychwalający prokurator, który czytali ławnicy dzień przed wydaniem wyroku?
- Żeby to wykorzystać, trzeba udowodnić, że ława przysięgłych była pod wpływem tego artykułu albo pod wpływem czegokolwiek, co działo się poza salą sądową.
Czy w USA każdy może zostać powołany na ławnika?
- Żeby zostać ławnikiem, nie można być karanym ani stronniczym w przypadku, którego dotyczy rozprawa. W małych powiatach nazwiska ludzi, których wzywa się do sądu jako kandydatów na ławników, bierze się z list wyborczych. W dużych miastach często listy do kandydatów wysyła się na ślepo. Potem z większej grupy kandydatów po sześciu ławników wybierają obrońca i prokurator. Mogą nawzajem kwestionować swój wybór. Kandydat może zostać też odrzucony przez sędziego.
Nazwisk ławników się nie ujawnia. Czy ich utajnienie jest słuszne? Nie obciąża ich potem żadna odpowiedzialność.
- Utajnienie jest słuszne. Ten system zakłada, że dwunastu bezstronnych, niezwiązanych ze sprawą osobiście ludzi podejmuje decyzję o winie oskarżonego. Ujawnienie nazwisk zabrałoby im anonimowość i bezstronność. Mogliby też obawiać się zemsty oskarżonego albo nacisków jego przyjaciół. W Teksasie od adwokata zależy, czy będą oni też podejmować decyzję o wysokości kary, czy zrobi to sędzia. Obrońca informuje o tym sąd w dokumentach, które przesyła jeszcze przed rozpoczęciem procesu.
Czy kiedykolwiek spotkał się Pan ze Służbami Ochrony Dziecka (CPS - Child Protective Services)?
- Zdarzyło mi się kilka razy. Największym problemem z CPS w przypadkach takich jak ten jest to, że osoba, która zetknie się z tą organizacją, nie ma pojęcia, że wszystko, co powie, CPS mogą użyć przeciwko niej. Wykorzystują to prokuratorzy. Służby Ochrony Dziecka mają ogromną siłę: mogą rodzinom odbierać dzieci i często to robią.
W jaki sposób CPS uzyskały taką siłę?
- Dwadzieścia lat temu nikt nie słyszał o molestowaniu seksualnym dzieci i wtrącaniu się do tego władz. Teraz każdy jest bardzo wyczulony na ten problem. W wielu powiatach powołano ostrych prokuratorów, głównie kobiety, którzy zajmują się wyłącznie takimi przypadkami. W tego typu sprawach szanse niewinnych ludzi na obronę są o wiele mniejsze niż w innych rodzajach przestępstw. W naszym stanie brutalne napastowanie dziecka jest przestępstwem takiej samej wagi jak morderstwo.
W przypadku Rafała Pietrzaka CPS blisko współpracowały z policją i prokuratorem. Miałem nawet wrażenie, że stały się kolejnym narzędziem w rękach prokuratora.
- Nie tylko w tym przypadku. CPS rzeczywiście przekształciły się w służby pomocnicze prokuratorów. To bardzo źle. Służby te miały działać na rzecz dzieci. Ich bliska współpraca z policją i prokuraturą to wielki problem. Organizacja (finansowana z budżetu stanowego) powinna być zreformowana i całkowicie oddzielona od prokuratury i policji.
W sprawie Pietrzaka pani prokurator bardziej dążyła do uzyskania wysokiego wyroku niż poznania prawdy. Czy Pan, wykonując zawód adwokata, też spotyka się w sądzie z takimi postawami? Dlaczego tak się dzieje?
- Istnieje wielu prokuratorów, zwłaszcza w Teksasie, którzy są fanatykami. Widzą wszystko w czarno-białych barwach. Prokuratorzy mają służyć prawdzie, ale w rzeczywistości tak nie jest. Większość z nich chce odnieść sukces, a w tym systemie oznacza to uzyskiwanie surowych wyroków.
Udało się Panu kiedyś obronić kogoś oskarżonego o molestowanie dziecka?
- Kilka razy broniłem oskarżonych o brutalne molestowanie dziecka. W jednym przypadku mój klient był oskarżony o molestowanie językiem, w innym, tak jak pan Pietrzak, o włożenie palca do pochwy. Nigdy nie doprowadziłem do tego, że kogoś oczyszczono z zarzutów i zwolniono z więzienia, ale parę razy udało mi się uzyskać dobry wyrok, na przykład z zawieszeniem. Każdy obrońca kryminalny powie zawsze to samo: bronienie oskarżonego o molestowanie dzieci jest niezwykle trudne. Obrońcy wahają się przed podjęciem takich przypadków i występowaniem przed sądem. Słucha cię dwunastu ludzi. Jeśli wierzą w to, że człowiek, którego bronisz, jest winny, nienawidzą cię za to, że go bronisz. Proszę jednak pamiętać, że w USA popełnia się wiele przestępstw. Nie chcę, żeby państwo mieli wrażenie, że nie należy ich ścigać. Wielu prokuratorów, zwłaszcza w dużych miastach, wykonuje znakomitą robotę, ścigając przestępców seksualnych.
Dlaczego w Teksasie prawo jest takie surowe?
- Trzeba spojrzeć na to z historycznego i kulturowego punktu widzenia. W naszym stanie wciąż dominuje dzika mentalność zachodu. Ludzie ściśle przestrzegają reguł. Wierzą, że za przestępstwo powinna być surowa kara. Nie widzą kary jako ochrony społeczeństwa, ale jako narzędzie zemsty. Znajdują podstawy w Biblii, którą traktują dosłownie. Nasz system kryminalny jest prawdopodobnie jednym z najgorszych, nie tylko w USA, ale i w całym wolnym świecie. Na pewno tak jest, jeśli chodzi o karę śmierci. W Teksasie można dostać ją za coś, za co w innych stanach grozi co najwyżej więzienie.
Na przykład?
- W większości stanów bandyta, który podczas rabunku sklepu zastrzeli sprzedawcę, a jego wspólnik nie zgadza się na zabicie sklepikarza, zostanie inaczej potraktowany niż jego kompan. Wspólnik zostanie oskarżony o przestępstwo mniejszego stopnia. Natomiast w Teksasie i morderca, i jego wspólnik są traktowani tak samo. Obaj zostaną skazani na śmierć.
Z tego, co Pan mówi, wynika, że bohater mojego reportażu właściwie nie ma szans.
- Tego nie powiedziałem. Dopóki nie wyczerpie się wszystkich możliwości apelacji, nie można tak myśleć. Szanse są zawsze. Ale według mnie najwięk-szym problemem dla obrońcy pana Pietrzaka jest to, że oskarżony przyznał się, że włożył palec w pochwę Doris. Czytając pana artykuł, starałem się być po stronie oskarżonego, ale z tym mam naprawdę duży problem. Rafał Pietrzak popełnił przestępstwo. To, czy powinien za to dostać 30 lat, to już inna sprawa. W Teksasie wszystkie przypadki molestowania dzieci są traktowane bardzo poważnie. Prawo jest takie, że nie trzeba mieć intencji seksualnych, żeby zostać uznanym za winnego.
* Andrew Piekalkiewicz (jego ojciec Jarosław walczył w Powstaniu Warszawskim, a stryj Jan od 1942 r. był delegatem rządu na kraj). W 1993 r. ukończył prawo na uniwersytecie w Austin. Po studiach pracował w biurze prokuratora w Houston, potem otworzył własną kancelarię adwokacką. Specjalizuje się w prawie kryminalnym i uszkodzeniach powypadkowych